sobota, 23 września 2017

Zestresowany kot, zestresowana służba kocia ...


Bierzesz rasowego kota z domu i myślisz ,że będzie łatwo.
Pomarzyć, wyłażą z kota takie problemy ,że hej.
Kot z odzysku jest wieką niespodzianką.

Dlaczego tak się dzeije ?
Ludzie nie mają świadomości jak wiele problemów pojawia sie z takim rasowcem.
Nie nauczony niczego maluch jako dorosły ma wiele problemów
a ludzie też mają wiele problemów nie wiedząc jak postąpić.
Cierpi kot , a ludzie nie wiedzą jak dogadać się z takim kotem.
Najlepiej oddać.

Kot to nie pies i nie polecam go każdemu.
Aby zaprzyjaźnić  się z takim dorosłym kotem trzeba włożyć wiele wysiłku.



Czasami ludzie mnie proszą załatw mi kota rasowego , będzie tanio ...
???
No się zagotowałam...
A czy ty poradzisz sobie z tym kotem ?
Zaprzyjaźnisz ? Czy znowu kot będzie miał traumę ?


Julek jest trudnym kotem, zestresowany kot zachowuje się agresywnie.
Pytanie teraz czy to stres czy kot taki jest charakterny czy źle wychowany?
W każdym przypadku stosuje się inne środki.




Kota trzeba kochać a wtedy współpraca  jest łatwiejsza.

Kota trzeba kochać, by wiedzieć jak mu pomóc.

Koty trzeba kochać rozsądnie... :-)

I tyle na dzień dzisiejszy przemyśleń :-)

Ponarzekałam  sobie przynajmniej...:-)))



44 komentarze:

  1. Anonimowy9/23/2017

    Bo ludzie uważają, oczywiście nie wszyscy, że wystarczy tylko wziąć i będzie przyjemnie i fajnie. Do takiej decyzji trzeba się odpowiednio przygotować..........
    A ponarzekać czasami trzeba. :) .

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlatego nie mam na razie ani kota, ani psa, bo całymi dniami nie ma nas w domu, a zwierzak potrzebuje miłości i opieki nie tylko w weekendy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I słusznie , bo taki zwierzak by zgłupiał sam w domu...

      Usuń
    2. Święta prawda, mam kotkę która przez pierwsze trzy lata życia byłą sama, widziała swojego pana w weekendy. U mnie jest siedem i nie zintegrowała się z resztą stada. Lepiej nie brać niż skrzywdzić.

      Usuń
  3. Dlatego dla mnie głupotą jest wybieranie kotów rasowych. To tylko zwykły snobizm, chęć zaimponowania innym. My mamy dwa maluchy prosto z wiejskiego drzewa. Były chore na wszystko, na co tylko mogły być. Teraz to nasze kochanek skarbonki, wydaliśmy u weta więcej niż niejeden rasowiec kosztuje. Kochamy je miłością największą i one nas też, w końcu daliśmy im ciepły dom, gdzie nie jest ani chłodni ani głodno ani niebezpiecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ważne by z kotem się dogadywać ,a jaki on jest rasowy czy nie to już nieważne...

      Usuń
    2. Nie zawsze, nie można generalizować jak się nie zna faktów.
      Miałam dwa dachowce, jednego prosto ze swojej piwnicy w bloku i choć bardzo się staraliśmy, to udało mu się zapewnić tylko łatwe odejście. Nie chciał nawet wychodzić na dwór, bo myślał, że to już koniec kanapowania. Obecnie mam rasowca, bez rodowodu, bo mieliśmy to totalnie gdzieś. Kot jak kot wystarczy go kochać. Czy wiesz, że w Japonii, koty rasowe jeśli się nie sprzeda w młodym wieku, to się uśmierca. Chyba to zakrawa na snobizm?

      Usuń
    3. Azjaci kierują się jakimiś innym zwyczajami niestety...

      Usuń
  4. Pies przygarnięty po traumatycznych przeżyciach też wcale nie ułatwia nowemu właścicielowi życia. I tak samo jak kot musi być we wczesnym okresie swego życia przyuczony do różnych czynności związanych z higieną. I jeszcze trzeba go nauczyć żeby dał sobie wyjąć z pyska nawet najsmaczniejszą i najbardziej ukochaną kość lub zabawkę, trzeba go też nauczyć, że ząbki się czyści szczoteczką do tego przeznaczoną i trzeba nauczyć, że pazurki też muszą być obcinane. Swojego nauczyłam tych wszystkich "mądrości życiowych" i dzięki temu nie musiałam biegać do weta na obcinanie pazurów, na opatrywanie jakichś drobnych skaleczeń, mogłam mu zrobić dosłownie wszystko. A w czasie interwencji chirurgicznych weta byłam cały czas przy każdym zabiegu i trzymałam rękę na psim łebku i wtedy pies miał podane mniej usypiacza ale normalną dawkę znieczulacza.
    Ludzie są dziwni - kupują sobie pralkę to czytają instrukcję obsługi, ale kupują zwierzę i nie kupią żadnego poradnika jak się z nim obchodzić.A jest nieco tych książek- poradników jak obchodzić się z psem lub kotem.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z psami nie miałam kłopotów na szczęście , ale kot to inne zjawisko :-)))

      Usuń
  5. My mieliśmy dwa koty w naszym życiu i nie było problemów, ale wychowywały się u nas od małego :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To prawda, trzeba umieć postępować ze zwierzęciem. Do mojego domu rodzinnego przyszedł ostatnio kot-przybłęda i został. Jest trudny, ale mama go pokochała i już po tygodniu nie jest taki "dziki" jak był. Mamy tylko problem, bo stary kot, który jest z nami od małego- nie akceptuje go :c
    mój blog

    OdpowiedzUsuń
  7. Ech... ludzie są czasem tak leniwi że nawet im się nie chce zastanowić nad konsekwencjami, nawet im się nie chce myśleć nad tym co powiedzą o co poproszą.
    Szkoda słów.
    Julek, daj sobie pomóc!

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy9/23/2017

    Radzę cierpliwość, wielką cierpliwość po prostu. Przygarniałam sporo rasowych zwrotek - ktoś kupił piękny kłębuszek persa albo sybiraka, a potem okazało się, że to futro trzeba codziennie pielęgnować, kot ma sporo wymagań, czasami jakieś wrodzone kłopoty albo nie chce się bawić z dzieckiem, które traktuje kotka jak pluszową przytulankę, więc koteczek wracał do hodowli (to lepsza opcja) lub do schroniska. Miałam persicę - z rodowodem dłuższym niż męża i mój razem wzięte - która chciała mordować, atakowała, kiedy tylko człowiek się do niej zbliżył i jakże pięknie umiała warczeć; pierwsze strzyżenie trzeba było robić pod narkozą, bo kot nie może żyć w sfilcowanym futrze przemieszanym ze skamieniałymi odchodami, czesać zaczęłam ją po roku. Miałam sybiraka, który sikał na siebie ze strachu, kiedy tylko próbowałam go dotknąć. Dajcie sobie czas. Nie tygodnie, tylko miesiące. Sybirak potrzebował lat, otworzył go dopiero szczeniak: teraz jego najlepszym kumplem jest border collie, który dorastał w przekonaniu, że jest kotem.
    Biedny Julek, nawet spojrzenie ma nabzdyczone. Ale minie, po prostu dajcie sobie czas.
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam cierpliwość to jest któryś tam ( kotsetny ? ) w moim życiu, dogadamy się :-)

      Usuń
  9. Koty chodzą własnymi drogami, o czym wszyscy wiemy, widocznie Twój Julek wie o tym najlepiej.
    Może kiedyś się wreszcie odstresuje, bo na razie tylko niufnie się wszystkiemu przygląda.
    P.S. Wysłałam zdjęcie rudego, a więc jesiennego, kota na adres, który mi podałaś.
    Frycek też był zestresowany, drapał nawet swoją panią, teraz z wiekiem się uspokoił i rozleniwił, nawet dał się sfotografować.
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj, miało być "nieufnie".

    OdpowiedzUsuń
  11. Przed laty byłam posiadaczką kota. Był to zwykły czarny dachowiec. Potwierdzam - nie każdy nadaje się do wychowywania kota. Choć przepadałam za swoim kotem, jednak lepiej wspominam swoje psy. Pies ma serce na dłoni (łapie, powinnam napisać ;)). Kot chodzi swoimi ścieżkami. Nie każdy jest w stanie to zaakceptować. Niby Cię lubi, a potrafi wbić pazury...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy kot tak się zachowuje, ale bywa...

      Usuń
  12. Krysiu, to wcale nie narzekania. To cenne uwagi i mądre bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zamierzałam radzić , ale widocznie tak wyszło :-))

      Usuń
  13. Nigdy nie miałam kota, od zawsze bliższe są mi psy - to one towarzyszą mi kazdego dnia. Niemniej jednak uważam, ze to bardzo fajny tekst.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pieskami jest inaczej, ale to są również wyjątkowe stworzenia :-)

      Usuń
  14. Uwielbiam Juliusza. To kot z charakterem, dystyngowany, zawsze lekko obrażony ale to tylko poza. Arystokrata tak ma i albo to zaakceptujemy albo kończy znajomość.
    Beti

    OdpowiedzUsuń
  15. Krysiu!
    Masz ogromne serce dla wszystkich zwierząt i wiesz jak się z nimi obchodzić.Jesteś wyjątkowym człowiekiem.
    W moim rodzinnym domu zawsze był kociak i piesek. U siebie miałam jedynie Bellusię. Codziennie rano zaprowadzaliśmy ją do zaprzyjaźnionej Pani, która ją też ubóstwiała. Bellusia uwielbiała jej towarzystwo.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo za opinię o mnie , taką dobrą :-)
      Psy lubią niektórych ludzi wyjątkowo i widocznie ta Pani taka była :-)
      Serdecznie pozdrawiam :-)

      Usuń
  16. Porzucony człowiek - cierpi i jest nieufny...Porzucony pies - cierpi i jest nieufny...Dlaczego z kotami ma być inaczej ??
    "Fusiki" wylałaś to połowa sukcesu za Wami...;o)

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo trudno wychować zwierzę, gdy nie jest z nami od małego. Zgadzam się.
    Ludzie czasem mają takie głupie podejście, byle kot czy pies były rasowe...
    Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia! Niech Julek w końcu zacznie się bardziej oswajać! :)

    OdpowiedzUsuń
  18. nie łatwo macie ze sobą ale wierzę że sie dotrzecie

    OdpowiedzUsuń
  19. Hmmm to ja chyba jednak na kocią mamę się nie nadaję...

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja chyba mam rękę do kotów bo już była ich całkiem spora gromadka. Koty mają swoje sprawy :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Dobrze że Julek trafił właśnie na Ciebie :D
    Wiem że na pewno jest kochany i we właściwych rękach ♥
    Uściski dla Ciebie i głaski dla koteczka !

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...