niedziela, 8 grudnia 2013

Co robię w Liverpoolu ?



Szukam możliwości dalszego rozwoju :-)))
Codziennie w ramach poznawania miasta
zwiedzam sama centrum lub jeżdżę autobusami,
a po południa spędzam  na spotkaniach prywatnych
i organizowanych przez polonijne stowarzyszenia z okazji świąt .


Doki w Liverpoolu i Muzea są to extra miejsce do zwiedzania latem i nie tylko.
Świetnie zorganizowane i za darmo.
Wygląda to wszystko inaczej niż u nas w Polsce, jest bardziej dla ludzi...












Ponieważ w Polsce za bardzo perspektyw na normalne życie nie było,
a perspektywy na emerytury dla młodych i średnich wiekiem są żadne,
więc syn pojechał do Anglii.

Ja nie planowałam wyjazdu , ale jakoś  tak wychodzi ,
że Anglia pcha mi się sama do rąk i co ja na to poradzę. :-)))

W środę będę już w Polsce.
Napiszę o pracy w Anglii i działalności gospodarczej.
Tutaj nie dam rady, bo jednak jestem bardzo mocno zajęta.
Temat zbyt poważny.



32 komentarze:

  1. No nie wiem. Tak szczerze ? wkurzają mnie ludzie którzy uciekają ze swojego kraju. Ten zachwyt nad nowym miejscem. Żenada. To jest takie pójście na łatwiznę. Ja rozumiem ludzi z wiochy zabitej dechami - (widać pełno takich na Twoich zdjęciach ze Świąt) oni raczej nie mają perspektyw - chociaż też mają bo mogliby posprzedawać te swoje ziemie albo skorzystać z pieniędzy z Unii . Ostatnio dużo się słyszy że Anglicy nie lubią polaków. Teraz jest dużo możliwości w kraju tylko trzeba być wykształconym i pracowitym i cierpliwym. Ja moje córki wychowałam sama i jak miałam gorzej to parę razy pojechałam do Włoch i całe lato sprzątałam w hotelu ( traktowali mnie tam jak popychadło ) w życiu nie pomyślałam żeby zostać chociaż miałam takie możliwości. Moja córka żeby dostać wymarzoną pracę zaproponowała że przez rok będzie pracowała za darmo - zgodzili się- póżniej przekonali się że jest zdolna i bardzo pracowita i zaproponowali jej etat ( jeszcze wtedy studiowała dziennie ) dzisiaj minęło parę lat - świetnie zarabia - robi to co lubi i pnie się w górę. Druga córka postanowiła zostać fryzjerką - jak zobaczyłam że jest gotowa żeby pracować sprzedałam mieszkanie w Warszawie - kupiłam o połowę tańsze pod Warszawą i otworzyłam jej salon - teraz już ma drugi i też radzi sobie świetnie. Młodzi ludzie jak chcą to świetnie sobie radzą w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grazynko, mlodzi ludzie radza sobie nawet w Polsce, a i starsi by moze sobie poradzili, ale nikt ich nie chce. Masz najlepszy przyklad we wlasnej osobie. Czlowiek jest istota, ktora potrzebuje byc traktowana z nalezna godnoscia, dostawac godne wynagrodzenie za swoja prace, nie bac sie dnia nastepnego, nie drzec przed wyrzuceniem na bruk, leczyc sie bez problemow, kiedy zajdzie potrzeba, czuc sie bezpiecznie na ulicy i we wlasnym domu.
      A poza tym, gdyby Twoje dzieci zdecydowalyby sie na zycie za granica, czulabys sie dobrze sama w Polsce? Nie wydawaj zbyt radykalnych sadow, kazdy czlowiek to indywidualna historia, kazda inna i za kazda kryje sie pewien dramat emigranta. Nie wszyscy chca wyjezdzac, wiekszosc musi, bo ich ojczyzna zabiera im perspektywy i godnosc.

      Usuń
    2. @Retro Koty i Pies
      Podjąć decyzję o wyjeździe, spakować swoje całe dotychczasowe życie, nauczyć się nowego języka, poznać nową rzeczywistość (załatwianie spraw w urzędach, u lekarza, na poczcie, w banku itd.) znaleźć i wynająć mieszkanie jako cudzoziemiec, znaleźć pracę - wszystko w obcym języku, poradzić sobie z tęsknotą za bliskimi, ogarnąć na nowo rzeczywistość, nazywasz pójściem na łatwiznę??? Wyobrażasz sobie, że kilka milionów ludzi zrobiło to dlatego, że im się w dupach z dobrobytu przewróciło?
      Sama przyznajesz, że jak było gorzej, dorabiałaś we Włoszech. W Polsce nie można było? Łatwo oceniasz ludzi z perspektywy własnego powodzenia. Za łatwo.

      Usuń
    3. Wiem że moje by nie wyjechały - nigdy nawet o tym nie pomyślały. Kiedyś o tym rozmawiałyśmy - powiedziały że pojechać , popracować i wrócić to tak , na szczęście nie musiały tego robić. Teraz młodzi są dwóch kategorii pracowitych,cierpliwych i przedsiębiorczych z pomysłem na siebie i takich co by chcieli od razu i jeszcze żeby im podać na tacy - znam wiele takich osób. Kończą studia i są zdziwieni że nikt się o nich nie bije. Starszych nikt nie chce to fakt , ale Ja się tym nie przejmuje bo już nawet nie chce pracować tyle co kiedyś - chce mieć święty spokój. Jak nie mam kasy to pisałam już wcześniej co robie i jest mi z tym dobrze. Nigddy nie byłam pracocholiczką - żyłam tak żeby mieć czas też dla siebie. Jak żył ojciec moich córek powodziło mi się nieżle - zwiedziłam kupę świata i mam miłe wspomnienia. Niestety zostawił mnie jak dzieci były małe więc musiałam wziąć się w garść i walczyć. Ale przecież nie możemy wymagać żeby u nas było tak samo jak w innych krajach. My w Unii jesteśmy od nie dawna i żeby było lepiej trzeba czasu. Oni też na początku nie mieli takiej kanady. A z leczeniem jakoś nigdy nie miałam problemu. W mojej rodzinie np. matka była chora na raka - nigdy nie czekała w kolejce. Inni też nie mieli problemów. Wydaje mi się że w telewizji te sprawy są wyolbrzymione. U mnie w przychodni każdy jest zapisany na godzinę - nigdy nie czekam w kolejce. Aż tak nie jest żle. Tylko ludzie lubią narzekać. Budują w Warszawie metro to przeszkadza że rozkopane, że korki itd .Ciągle narzekamy - taki kraj


      I żeby nie było - nie chodzi mi o Ciebie - wyjechałaś wiele lat temu - wtedy była inna sytuacja

      Usuń
  2. Róża - co ty pieprzysz - Ja musiałam wychować sama dwoje małych dzieci - nie każdy to potrafi i nie każdy wie że to trudne. Wyjechałam 3 razy do Włoch ale wróciłam.Nie zniosłabym poniżania w obcym kraju - oni nawet nie wiedzieli gdzie jest Polska. Jedno co dobre to to że nauczyłam się języka.Wszyscy się jarają Anglią ale nie są u siebie zawsze będą obcymi drugą kategorią. Wolę mieć gorzej ale być u siebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to Włochy i Włosi pomogli Ci te dzieci utrzymać, nie Polska i Polacy. To kto Cię tak naprawdę bardziej poniżył? Spójrz trochę szerzej na to.

      Usuń
    2. Kobieto - Włochy pomogły mi jak moje dzieci były małe 6 i 8 lat Za te pieniądze otworzyłam biznes w POLSCE i ładnych parę lat nie żle szło a jak zaczęło iść żle to zamknęłam zawinęłam rękawy i brałam pracę jaka była i nie jęczałam że mi w polsce żle. W końcu ktoś musi zostać w tej okropnej POLSCE - wszyscy nie wyjadą a zostaną tylko ci silni psychicznie

      Usuń
    3. Autorka bloga też nie jęczy, że jej źle, tylko szuka nowych możliwości w Liverpoolu, tak jak Ty przed laty we Włoszech. Jak Ty zarabiałaś na własny biznes, to było OK. Jak ona to być może chce zrobić, to nazywasz to żenadą i pójściem na łatwiznę? Ty mogłaś, ale jej tego nie wolno?

      Usuń
    4. Ale jak się wczytać to można się zorientować że też zostanie. Ciekawe czy zwierzęta też weżmie ze sobą ?? No nie wiem czy się zgodzą na taką ilość w mieszkaniu które nie będzie jej własnością. Słyszałam że z jednym robią problemy a co dopiero z całym stadem :)

      Usuń
    5. I co Ty ciągle z tymi Włochami - to było jakieś 20 - 22 lat temu- wtedy była inna sytuacja w polsce. Teraz w życiu bym nie wyjechała.

      Usuń
    6. Jeżeli chodzi o koty, to chyba nie Twoje zmartwienie, tylko jej. Dlaczego Ty się martwisz, czy ktoś się zgodzi na obecność kotów?Jeżeli chodzi o pozostanie lub nie, to także jej sprawa, nie Twoja, i nie Tobie OCENIAĆ jej i jej dziecka decyzję. I co mają do tego czasy - teraz czy 20 lat temu? Wtedy Tobie było gorzej, teraz jej. Jak ja się wczytuję w Twoje słowa, to słyszę pogardę dla niej, dla jej dziecka i dla ludzi wśród których żyje.
      I jeszcze raz podkreślę - Tobie wolno było pracować we Włoszech na lepszy byt, jej zrobienia tego samego w Wielkiej Brytanii odmawiasz, tłumacząc to innymi czasami.

      Usuń
    7. Bo to były inne warunki - bardzo ciężkie. Jak bym była młoda teraz tak jak kiedyś nigdy bym nie wyjechała - poradziłabym sobie bez wyjazdu.
      I Ja się nie martwię o jej koty i psy . Faktycznie na pewno sobie świetnie poradzi.Po tym co pisze widać że świetnie sobie radzi w nowym otoczeniu. Jest bystra, inteligentna, obrotna - aż dziw bierze że tu sobie nie radzi. Ja wyrażam tylko swoje zdanie - chyba mogę ? to wolny kraj. Nie cukruje tak jak wiekszość na blogach. Wiem przez ten mój charakter mam gorzej od innych , mimo to mam trochę przyjaciół w realu - im to nie przeszkadza a nawet to cenią.

      A Jasnej jak to odpowiada życzę wszystkiego najlepszego. To jest jej życie i każdy je układa jak chce .
      A Ja mam prawo wyrazić swoje zdanie.

      Usuń
    8. Ja również mam prawo wyrazić swoje zdanie. Zwłaszcza o takich, którzy oceniają innych przez pryzmat swoich doświadczeń.Cieszę się także , że nareszcie "pozwoliłaś" na dokonywanie własnych wyborów również autorce tego bloga. Pomiędzy cukrowaniem a wyrażaniem własnej OCENY o Polakach (takich przez P) jest kolosalna różnica.

      Usuń
    9. Tak - uważam się za polkę przez duże P a Ty za jaką polkę się uważasz ? i czy przyznajesz się jeszcze że jesteś polką ? O ile się zorientowałam nie mieszkasz w polsce i pewnie dlatego tak się zjeżyłaś na mój tekst.
      Różo ? ile ty masz lat żeby mnie pouczać ? masz dzieci ? co osiągnęłaś ? coś ? czy tylko to że zwiałaś z okropnej polski ? Przeczytałam parę twoich postów - kobietka zamknieta w swoim małym światku która martwi się tylko o siebie . Koniec - znudziłam się - więcej nie piszę wolę poczytać :)

      Usuń
    10. Przede wszystkim uważam się za człowieka, i nie muszę dowalać innym, żeby poczuć się dobrze.

      Usuń
    11. Czytaj, czytaj. Może Ci się horyzonty myślenia rozszerzą.

      Usuń
    12. Nie muszą - takie jakie mam mi odpowiadają . Pa - kochaniutka - miłego dnia :)

      Usuń
    13. Widocznie nie, skoro nie odpowiada czy czyjś styl życia.

      Usuń
    14. "Kobieto - Włochy pomogły mi jak moje dzieci były małe 6 i 8 lat" - zastanawiam się czy te dzieci były wtedy ze swoja mamą, czy mama pracowała we Włoszech, a dzieci - wzorem wielu emigrantów- zostały podrzucone dziadkom. Tyle, ze dzieci sa małe tylko raz... Moze w tym przypadku tak nie było, ale jesli tak, to nie wiem co jest bardziej naganne choc to nie jest chyba właściwe slowo, bo niczego nagannego w szukaniu nowych, lepszych perspektyw nie widze. Nie oceniałabym tak jednoznacznie Jasnej. Jasna, czekam z niecierpliwościa na dalsze wpisy o odkrywaniu Anglii. Nie znam tego kraju, z przyjemnoscia będe go poznawac z toba :)

      Usuń
  3. czekam niecierpliwie na nowy wpis:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Każdy ma swój model życia i nikt postronny nie powinien tego krytykować. Moje dziecko w wieku 16 lat pojechało do Anglii na kurs językowy. Pierwsze jej słowa po powrocie brzmiały - ja chcę mieszkać poza Polską. I wcale nie szło przecież o stronę materialną a o stosunki międzyludzkie. Tam, jak sama zauważyła, ludzie są po prostu bardziej tolerancyjni dla siebie wzajemnie, a poza tym cenią u innych te rzeczy, które w Polsce wcale a wcale nie są w cenie, czyli odpowiedzialność, punktualność, prywatność, dobre wykształcenie i choć są pozornie obojętni, tak naprawdę są dla innych życzliwi.Jeżeli odmawiasz gdzieś pójścia, to każdy to szanuje bez dyskusji, nie docieka czemu podejmujesz taką właśnie decyzję. I to wszystko bardzo jej odpowiadało. A to, że wylądowała w Niemczech- to dość proste- dostała pomagisterskie stypendium bawarskie i wyjechała tam.Tam zrobiła doktorat, potem rozpoczęła pracę naukową na tamtejszej uczelni. A właścicielce bloga składam niski pokłon właśnie za to, że nie siedzi z założonymi rękami, że jest otwarta na nowe wyzwania i życzę Jej spełnienia planów.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. napiszę krótko... wszędzie jest dobrze... gdzie nas nie ma

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie ma co planować ;o) Najlepsze są niespodzianki...;o)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czy ten żaglowiec na zdjęciu miał meksykańską załogę?

    OdpowiedzUsuń
  8. Nigdy nie wiadomo co nas spotka ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziewczyny nie napadajcie na siebie wzajemnie, to takie...polskie. Każdy robi, jak uważa. Mój brat też w Anglii, z całą rodziną, a najpierw kilka lat tułał się po różnych krajach. Tu nie miał żadnych perspektyw, co można robić w miasteczku w którym padł największy zakład pracy? Tam im jest dobrze, wszyscy pracują, tu bratowa na czarno sortowała jajka w jakieś hodowli. Za to moja siostra i jej dzieci ma się świetnie, wszyscy mają pracę lub własne interesy, jej dzieci nigdy nie myślały o wyjeździe. Moje dziecko też nie myśli o wyjeździe, choć skończyło studia i pracy w zawodzie nie ma, jakieś zlecenia i inne śmieciówki, albo czasem nawet i tego nie ma. Jak widać na przykładzie jednej rodziny można i tak i tak. Powiem szczerze, że gdybym tutaj nie mogła znaleźć pracy, a gdzieś, w innym kraju bym ją znalazła, nie zastanawiałabym się. Żyć można wszędzie, a życie mamy tylko jedno i nie chciałabym, żeby mnie i moje dzieci MOPS utrzymywał.

    OdpowiedzUsuń
  10. to jest tak: jeden człowiek jest domatorem i woli siedzieć w jednym miejscu, może zwiedzać świat, ale zawsze wraca "do siebie", a inny, gdziekolwiek by nie był, jest u siebie. ja wiem jedno. nigdy bym nie opuściła polski na stałe. w ciężkich czasach, kiedy to emigracja była nagminna, miałam kilka propozycji, ale z nich nie skorzystałam. moje miejsce jest tu i nigdzie indziej. tak samo jak moich dzieci. one nawet próbowały, ale okazuje się, że w polsce też można żyć i niekoniecznie źle.
    tak więc niech każdy postępuje jak chce. ja zostaję!

    OdpowiedzUsuń
  11. No tak może niepotrzebnie się uniosłam - za bardzo to potraktowałam osobiście a powinnam być obiektywna. Sama żyj i daj żyć innym. Jak cię Jasna uraziłam to przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo się cieszę, że słowo przepraszam w stosunku do Jasnej padło :) O nic innego mi nie chodziło.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wyjazd z ojczyzny, nigdy nie jest łatwy. Moja córka próbowała i stwierdziła, że nie ten czas i nie to miejsce. Teraz próbuje radzić sobie w Polsce, ale kto wie jak potoczą się jej losy?
    Zawsze podziwiam ludzi, którzy podejmują decyzję o wyjeździe. Za Jasną trzymam kciuki. Człowiek uczy się całe życie i każde doświadczenie wnosi coś nowego. Czasami trzeba wyjechać, żeby stwierdzić, że to nie dla mnie, bo lepiej tak, niż siedzieć i narzekać.

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja tam nigdy nie byłam za granicą:)nawet na wakacjach:)w kraju sobie radzę,ale uważam ,że mi się po prostu udało:))fakt,zawsze pracowałam:)moje koleżanki nie mogły zrozumieć,że mnie nie ciągnie za granicę:)ciągnęło,ale np do Indii,które były poza zasięgiem finansowym:))a jak już mnie namówiły na wyjazd do Grecji-to rozchorował się kot i połowa moich oszczędności na Grecję poszła na jego leczenie:)))a efekt?-w GRECJI CAŁY TYDZIEŃ LAŁ DESZCZ i było tak zimno,że więcej przesiedziały w pokoju niż zwiedzały nie przygotowane na takie zimno w Grecji:)))wniosek?:)miałam siedzieć w domu:)))Ale Wam życzę szerokich horyzontów:))i proszę-nie kłóćcie się:))))

    OdpowiedzUsuń
  15. Zorientowałam się trochę po czasie, ale stwierdziłam, że warto zabrać głos w tej dyskusji...

    Ja nie widzę nic złego w tym, że ktoś próbuje zmienić swoje życie na lepsze, nawet jeśli łączy się to z wyrzeczeniami takimi jak wyjazd do zupełnie obcego kraju. To na pewno nie jest pójście na łatwiznę, powiem nawet więcej- TO JEST ODWAGA, NA KTÓRĄ MAŁO KOGO STAĆ!!! Widzę co dzieje się w Polsce i sama zastanawiam się nad wyjazdem, ale nadal brakuje mi odwagi...zazdroszczę i gratuluję podjęcia decyzji i nowego początku!!!

    W Polsce skończyłam świetne studia, a obecnie jestem na ostatnim roku studiów doktoranckich w Polskiej Akademii Nauk. Teoretycznie mam doskonałe przygotowanie (szkolenia, prestiżowe staże i praktyki) i pracuję umysłowo (w ogromnym stresie, na czym cierpi moje zdrowie) teoretycznie 8 godzin, a praktycznie w większości dni 12 godzin w pracy, a często jeszcze po pracy w domu...nie mam siły na nic,nie mam nocy, weekendów, w nocy śpię zależnie od sytuacji po 2-5 godzin (a płacone mam za 8 godzin pracy). Ale muszę zabiegać o pracę, szczególnie w dobie kryzysu i cieszę się, że mam pracę i płacą mi "coś", choć na pewno nie są to kokosy, ale mąż pracuje, również niby umysłowo, a wraca z pracy ledwo żywy i zarabia duuuuuuuuuuuużo poniżej minimum socjalnego.

    Nasz dzień wygląda tak, że wstajemy o 5.00, jedziemy do pracy, wracamy z pracy o 20.00 lub 21.00, potem jemy "obiad" i...nie mamy na nic siły, więc idziemy spać i tak przez całe życie...JEŻELI dostaniemy urlop zaczynamy chwilowo żyć i staramy się zapomnieć o codzienności, ale codzienność w Polsce, nawet dla osób z wyższym wykształceniem i harujących w TEORETYCZNIE prestiżowej pracy nie jest zbyt różowa.

    Trzeba mieć dużo farta i spory wkład własny, żeby radzić sobie w Polsce, szczególnie w dobie kryzysu...DLATEGO ROZUMIEM, PODZIWIAM ODWAGĘ-GRATULUJĘ I ŻYCZĘ POWODZENIA W NOWYM MIEJSCU!!!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...