W zeszłym tygodniu były 2 dni pięknej wiosny,
więc wyszliśmy na dwór i zabraliśmy się za porządki.
Wolno wychodzić przed własny dom? Wolno...
Jesteśmy zdrowi, więc możemy.
Nikogo wokół,
bo u nas na ulicy to taka pustynia, że jakby wszyscy dziwnie znikli...
Zgroza...
Czasami czuję się, jakbym była na wymarłym pustkowiu...
Koronawirus nieźle namieszał w naszym życiu...
Wiosna, a więc czas na ogródek,
bo ziemia i sadzenie ma swoje prawa, a że w tym roku rolnicy straszą suszą i w związku z tym wysokimi cenami, więc tym bardziej należy zadbać o to, co posadzimy.
W zeszłym roku pisałam o topinamburze tutaj kliknij.
Jeżeli interesuje Ciebie ten temat warto zajrzeć.
Wykopaliśmy topinambur, a był to już ostatni moment.
Właściwie to powinno się wykopać jesienią, wybrać to co jest do konsumpcji i posadzić z powrotem do ziemi. Ale tak jakoś mi zeszło w zeszłym roku i tego nie zrobiłam.
Na szczęście topinambur jest jak chwast,
łatwo się przyjmuje, tam gdzie go wrzucisz i łatwo rozmnaża, byleby w ziemi :-)
Uprawa jego jest niesamowicie łatwa, bo nie ma szczególnych wymagań glebowych.
Wykopaliśmy go bardzo dużo jak na takie małe grządki, tak ok. 70 kg.
15 kg zostawiłam do zjedzenia.