środa, 1 lipca 2015

Czas mija....



A żyć trzeba....
W tym roku wybitnie nie mam humoru i chęci...

Po pierwsze uświadomiłam sobie po śmierci Misi ,
że moje koteczki to już staruszeczki i będą powoli wszystkie odchodziły,
więc jakoś nie mam  powodu do radości
i chęci do prowadzenia tego bloga....

Po drugie zawsze muszą się prywatnie pojawić jakieś problemy
w stylu nie do rozwiązania kwadratura koła,
a że nie należy zamartwiać się przyszłością,
to staram się  żyć w teraźniejszości.

Wszystko wygląda na razie tak jak na tym zdjęciu poniżej. hmmmm...







Oczywiście w teraźniejszości staruszek laptop rozłożył się na czynniki pierwsze,
a właściwie tylko twardy dysk wysiadał !!!
a co ???  jak ma się psuć to niech wszystko do końca zepsuje :-)))

I to tyle na dzień dzisiejszy mojej przemowy...

Pozdrawiam wszystkich zaglądających tutaj, serdeczności i buziaki :-)





Z ostatniej chwili :

Jak można zabezpieczyć rower przed kradzieżą :-)))

Tutaj kliknij





25 komentarzy:

  1. A już sie bałam że porzuciłaś nasz blogowy światek... zastanawialam sie co z Tobą, tęskniłam....kocie staruszki.... wiem jak boli odejście kota... pamiętam co przeżyłam... Opiłek zawsze będzie w moim sercu...

    OdpowiedzUsuń
  2. WoW Krysiu jak się cieszę, że Cię widzę!!!
    Nie przychodzisz z dobrymi wieściami ale jesteś i to jest ważne!!!
    Pamiętaj jesteśmy z Tobą!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Krysiu, zawsze tak jest, ze pech z nieszczesciami chodza, jak nie parami, to stadami. Kiedys jednak kazda czarna seria sie skonczy, wiec nie trac nadziei, jako i my nie tracimy, ze wrocisz do nas niebawem.
    Buziaczki :***

    OdpowiedzUsuń
  4. Życie lubi czasami nam dowalić ale to nie koniec świata.Trzymaj się Kochana jutro będzie lepiej.Słoneczka i pogody ducha życzę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Krysiu, jak fajnie, że się chociaż na moment pojawiłaś. No niestety, nasze zwierzątka żyją od nas krócej, ale chyba z dwojga złego lepsze to, niż gdyby one nas przeżywały i zostawały potem w nie wiadomo jakich warunkach.
    Ciągle się nam coś w życiu psuje, zapewne po to, żebyśmy umieli się cieszyć chwilami gdy nic się nie psuje i nic nam nie dokucza. Nie zapominaj, ze nawet najdłuższa żmija mija, więc i te przeciwności w końcu miną.
    Serdeczne myśli Ci podsyłam,;)

    OdpowiedzUsuń
  6. a może pora przygarnąć też młode kotki? im więcej tym weselej;-)
    żartuję, a tak na poważnie, to ja sama strasznie przeżyłam kiedy zginął mój pies (którego miałam bardzo krótko) i w tej chwili nie wyobrażam sobie mieć żadnego zwierzęcia, bo to naprawdę straszna taka strata

    OdpowiedzUsuń
  7. W końcu będziesz musiała kupić nowy laptop :-)
    U mnie 3 lata temu nastąpiła wymiana pokoleniowa, nowy pies, nowy kot, królik odszedł ale na razie nie mam nowego...Najlepiej uzupełniać Klub młodszym pokoleniem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak narazie straciliśmy jednego staruszka psa miał 17 lat bolało jego szczekanie słysze do dziś może to z przyzwyczajenia.a 3lata temu gdy urodziła sie corka nasza kotka feta odeszła ot tak po prostu bo w domu pojawiło sie dziecko ludzie ją widzą w lasach jak chodzi do dziś ale czemu nie wraca;(...i dwa psy ktore też poleciały w las i nie wrociły;( co zrobić szukaliśmy pytaliśmy nic..już też zagościli w naszym życiu dwa młode psy i młody kot;)mały zwierzyniec ale jak tu nie mieć ...prawda.

    OdpowiedzUsuń
  9. Krysiu, co można powiedzieć że takie jest życie, że ból i radość się przeplatają, że uśmiech i łzy?
    Ważne być razem TY i MY :) i chcieć i móc pomagać póki życia i tylko tyle.
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdeczności....
      I nie mogę pisac na Twoim blogu, coś zjada moje komentarze :-(
      A n tym latopie nie chcę wprowadzać zmian , bo nie jest mój....

      Usuń
  10. Krysiu kochana!!! Byc może nie zabrzmi to optymistycznie, ale taki urok ma to nasze przemijanie....coś się pojawia, trwa, zmienia, przemija, odchodzi....ale pocieszającym może okazać się fakt, iż to ziemskie życie nie jest naszym jedynym, aczkolwiek jedynym w tej formie/kształcie/wyrazie :) ..pewnie w kolejnych naszych "przystankach" są inne "Przygody", inne formy nie tylko istnienia ale i doświadczania :)
    Wiem, że to dziwnie brzmi, ale niekiedy właśnie tego typu rozmyślania dodają mi energii do przeżywania teraźniejszości, bo jak wiadomo, z nią bywa różnie;)
    Krysiu, moje zwierzaki też mają się różnie, zdaję sobie sprawę że mogą w każdej chwili odejść...i znowu przychodzi takie podejście, by pozwolić im na to odejście, bo to przecież ich życie, ich decyzja i egoistyczne by było z mojej strony podejście by zatrzymywać je tutaj na siłę, dla swojej przyjemności... w sumie to jest tak, że wszystko co żyje - umiera, niewiadomo tylko kiedy to nastąpi....i z drugiej strony: umrzeć to odżyć w innym stanie świadomości, może i innym ciele (fizycznym bądź nie;) więc gdy tak spojrzeć na to z szerszej perspektywy to nie istnieje coś takiego jak śmierć "na stałe":) jest to tylko pewna zmiana formy bycia:) ...zatem nawet Misia, która odeszła z tej kociej formy całkiem możliwe że istnieje nadal, może nawet w innym "ubraniu":)
    Raz jeszcze wspomnę, że niekiedy tego typu myśli pomagają mi tych mniej fajnych chwilach, więc może i Tobie uchylą rąbka spokoju, lepszego samopoczucia wewnętrznego:*
    Przytulam cieplutko i pozdrawiam:)***

    OdpowiedzUsuń
  11. Nareszcie. Juzz sie martwilam! A to tylko dyski:)
    Dbaj o siebie!
    Slonce w pakieccie!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Moja Owczarka w sierpniu skończy 11 lat i też łapię się na tym,że myślę o jej odejściu i wtedy klapa z postrzeganiem życia:(
    Wszystkiego dobrego i oby było lepiej:)))

    OdpowiedzUsuń
  13. Wszystko przeminie , my też ... Dlatego ciesz się chwilą Krysiu ! Nie myśleć co będzie , żyj dla siebie , dla reszty swoich kotów , syna ... No i dla nas :-)))
    Uściski <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Swietne teksty, posiadasz prawdziwy dar do pisania :) Naprawde, ciekawi mnie jedno, mianowicie czy robisz cos w tym kierunku? Pracujesz piszac, czy po prostu piszesz czysto hobbystycznie? :P Heh, pisz dalej, a na pewno dzieki temu cos w zyciu osiagniesz :) Pozdrawiam serdecznie i cieplutko w te chlodne wieczory :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Niestety nie każdy rok jest dla nas dobry. Ten rok dla mnie też się źle zaczał i mam wrażenie, ze dobrze się nie skończy. Co chwile jakies nieprzyjemne niespodzianki - już za wiele ich na tą chwilę! Miejmy nadzieję, że kolejny rok będzie lepszy i przyniesie dużo więcej pozytywnych stron! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  16. Anonimowy7/01/2015

    Witaj Krysiu. Prawie na to samo co Misia odeszła moja koteczka, wiesz bo Ci pisałam
    Teraz mam roczną kitkę zdrową, wesołą, a właśnie dzisiaj u mojej przyjaciółki odeszła siostra mojej Bezy z własną 8 tygodniową córeczką - przegrały z najgorszą kocią wirusówką - miała tylko roczek.
    Tak Amyszka ma rację wszystko przemija.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy7/01/2015

      Przepraszam zapomniałam się podpisać - Ania

      Usuń
  17. Widzę, że mimo wszystko poczucie humoru Cię nie opuszcza ;)
    Musimy się trzymać, jakoś, i żyć dalej, szczególnie jeśli ma się dla kogo...

    OdpowiedzUsuń
  18. Źle zaczął Ci się ten roczek, ale przecież nawet zła passa nie trwa wiecznie. Tego Ci życzę i pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Trzymaj się Krysiu. Pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
  20. Hej Kochana, trzymaj się i oby wszystko się jakoś ułożyło.
    Ściskam Cię serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Czeeeeesc :) Wiesz, bardzo rzadko spotyka się tak utalentowane pod wzgledem pisania osoby jak Ty :) Mam nadzieje, ze wpisow na Twoim blogu będzie powstawało już tylko coraz więcej :) Juz się wrecz nie moge doczekac kolejnych :) Mam również nadzieje, ze już niedlugo powstana, bo naprawdę czekam z wielka niecierpliwoscia :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Po śmierci mojego pierwszego 13 letniego Miau- Miśka przeczytałam artykuł Sumińskiej (wszakże ona na co dzień ma do czynienia z czworonogą śmiercią), w którym przekonywała, że życie człowieka jest oceniane uratowanym życiem czworonogich.
    Dlatego też po niecałym roku, wzięłam z piwnicy blokowej Gizmo- kociambra, który mi zmarł po 5 miesiącach ustawicznej walki o tak krótkie życie.
    Miłek jest jedynym kotem, który był pierwszy do wzięcia, bo już w lutym. Absolutnie nie był planowany rasowy. Wzięliśmy go pierwszego z miotu i to jak mój mąż mówi- największego pierdołę. No cóż syndrom Kopciuszka działa na mnie od dziecka.
    Trudno mi się to piesze, bo choć minęło kilka lat i te wydarzenia spowodowały, że założyłam ten blog (patrz pierwsze wpisy), to emocje biorą górę.
    Podrówki i pogłaskanki

    OdpowiedzUsuń
  23. I certainly agree to some points that you have discussed on this post. I appreciate that you have shared some reliable tips on this review.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...