poniedziałek, 22 września 2014

Jak to było z Oskarem...



Oskar, który w obecnej chwili ma ok. 8 lat.
Przybył do mnie w 2009 roku z akcji na Forum miau
i likwidacji przytuliska w B.
Wolentariuszki wyciągnęły stamtąd ok. 80 kotów.

Okazało się ,że ma FIV+ , a jako jedna z nielicznych nie bałam się tej choroby.
Był już u mnie razem w stadzie Cesar FIV+ ,
więc zadeklarowałam się ,że go wezmę do siebie.

Oskar w tym przytulisku przebywał razem z matką na stole przez ok. 2 lat.
Jeżeli kot spadł ze stołu był zjadany przez krążące wokół psy...
Takie opowieści słyszałam...Tak zginęła jego matka.









Oskar przez krótki czas przebywał u mnie w klatce na obserwacji i leczeniu,
a następnie go wypuściłam na saloon,
czyli kuchnię z jadalnią .


Ludzie !!!!
Co się działo...
Oskar nie spał w ogóle, tylko wypuszczony na 30 m2 biegał ...

Biegał , biegał , biegł i biegał.............
I biegał
I biegał
I biegał
Nie spał w ogóle...

Po raz pierwszy w życiu dostał chyba tak dużą przestrzeń do dyspozycji...???






Pojechałam do weta,
dostawał leki uspakajające  przez ok. miesiąc czasu
i zaczął wreszcie po troszeczkę spać...

Ciekawość i ruchliwość została mu do tej pory...
Może to być też efekt tego,że wirus FIV+ powoli niszczy mu system nerwowy...










Po lewej Oskar FIV+     po prawej Cesar FIV+






Miejska Wycieczka Rowerowa Dawidy 

Zapraszam :-)




24 komentarze:

  1. Musze wiecej przeczytac na temat tej choroby, bo nie bardzo wiem, o co chodzi z tym systemem nerwowym i lataniem z tym zwiazanym. A Cezar nie latal?
    Bidulki oba :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Krysiu... najważniejsze, że ma domek i na pewno nerwy spokojniejsze...
    śliczne rudaski

    OdpowiedzUsuń
  3. Każdy kot i inny zwierz zasługuje na swoją bezpieczną przestrzeń i kochające otoczenie. Dobrze, że Oskar taki znalazł.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ludzie chyba ogólnie boją się adoptować chore zwierzaki, więc brawo za odwagę - oby takich ludzi jak Ty więcej było, dzięki Tobie Oskar i cała reszta ma cudowny dom :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To wspaniałe z Twojej strony że nie bałaś się choroby - nie wiem co bym zrobiła .
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kociątko swoje przeżyło. Ja też mojego Gizmusia wziełam ze schroniska a odróchy jakie mu zostały to chowanie w kąty albo za szafe zabawek, ale co mnie zszokowało to chleb. Wykradał z chlebownika po kromeczce i tam sobie składował.. na cza gdyby chyba nie dostał jedzenia. Już mu troche przeszło, ale chleb w dalszym ciągu uwielbia.. a może to tylko wspomnienie..
    Biedne są takie kotki, ale każdy ma swoją historie tak jak ludzie i trzeba się nimi zająć :)
    Pozdrowionka i mruszonka dla Oskara i Cezara.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniały kot! Po przejściach, biedaczysko, więc tym bardziej wart wszystkiego, co najlepsze! Pozdrawiam Cię, Krysiu! :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. To jest bardzo wzruszająca historia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciężko zaczął życie, ale teraz ma najkochańszy domek na świecie i najkochańszych dużych :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przystojniak i jaki dostojny przy tym. Kto by pomyślał,że to kocisko tyle przeszło!

    OdpowiedzUsuń
  11. Śliczne rudzielce. Decyzja o wzięciu chorego zwierzęcia jest dodatkowo godne podziwu. Wielki szacun :)

    OdpowiedzUsuń
  12. ale teraz mu niczego nie brakuje. nic nie wiem o tej kociej chorobie, właściwie prawie nic. muszę poczytać.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie znam tej choroby, ale cieszę się, że Oskar mimo wszystko ma się dobrze.

    Buziak i pogłaski dla futrzaków:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Więcej powinno być ludzi z takim dobrym serduchem. Kotek piękny, zasługuje na miłość i ciepły dom. A swoją drogą Oskar i Cesar są identyczni! :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. My nic nie wiemy o przeszłości trzech naszych przygarniętych kociaków. I jak tak czytam, to myślę, sobie, że może to i lepiej. Wielki szacunek za pomoc choremu kociakowi. Przeszedł biedaczysko swoje, ale teraz ma chyba nienajgorzej. Pozdrowienia, a dla kociaków - głaski :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Podziwiam Cię i bardzo szanuję za to, co robisz :)
    śliczne kotki <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Krysiu!
    Jesteś niesamowita.
    Twoje rudzielce są śliczne.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Boże to makabra, a myślałam, że mój drugi kot Gizmek miał ciężkie dzieciństwo, gdy go wzięłam z blokowej piwnicy. Jedyny wytrwał z trzy kotowego miotu. Niestety w naszym domu tylko 3 miesiące (jak wetka powiedziała daliśmy mu raj i też miał FIV+ białaczkę).
    Znamienne, że Twoje rudawe cuda tak się ułożyły w dwa bieguny.
    Pozdrówki i pogłaskanki.

    OdpowiedzUsuń
  19. Krysiu chylę czoła przed Tobą. Nisko się kłaniam.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ktoś mi kiedyś tłumaczył, że rude koty są bartdziej podatne na wszelkie choroby niż koty o innym umaszczeniu, a rude psy, o jasnej skórze, ponoc na alergie.
    Krysiu, to chyba nie było przytulisko, tam skąd Oskar przybył a raczej "wykończelisko" dla zwierzaków. Niestety ludzie często z dobrego serca robią zwierzakom krzywdę, bo przeceniają własne możliwości w zakresie pomagania zwierzakom. A te Twoje rudzielce wygladaja jak bracia.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Oba koty wspaniałe, to musiało być na prawdę dziwne jak tak latał. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie znam się w ogóle na kotach i nie mam pojęcia na czym i czym objawia się ta choroba ;(
    Jedno jest pewne, dopóki są tacy ludzie jak Ty to ludzkość ma szanse na przetrwanie :-) a szczególnie te małe istoty

    OdpowiedzUsuń
  23. Gratuluję odwagi! :)
    Kociaki są urocze, bo lubię rude :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...