wtorek, 29 października 2013

Zalatana jestem....



Jeżdżę od soboty na 2 domy...
12 godzin u siebie, 12 godzin u wnuków.
Pilnuję dzieci mojego syna i synowej czyli moje wnuki :-)))

Synowa pojechała na tydzień do Syna do Anglii.
Ona jeszcze wróci.
On już nie...
A planują wyjazd na stałe z całą rodziną...









Do czego to doszło, aby Polacy jechali tak jak w XIX wieku  za chlebem za wielką wodę...
Na szczęście już nie jest to tak daleko: 2 godziny samolotem...



37 komentarzy:

  1. Wiesz wiec dokladnie, Krysiu, jak czuli sie przed cwiercwieczem moi rodzice, musieli przezywac dokladnie to samo, co Ty. Wtedy nie byly to dwie godziny samolotem, tylko doba w autobusie z przesiadkami i dwie granice do odpraw po drodze, zalatwianie paszportow i wiz. Bylo trudniej, ale lepiej, niz gdybym byla w Ameryce.
    Sciskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, masz rację, wtedy to było rzeczywiście ciężko....
      Ech...pozdrawiam serdecznie...

      Usuń
  2. Mimo tego, że o niebo łatwiej się teraz podróżuje, emocje wciąż pozostają te same. Doszło do tego, że tutaj życie staje się bardzo uciążliwe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie jest niestety...

      Usuń
  3. Smutne to, ale poszukiwania swojego miejsca to normalna kolej rzeczy. Życzę Ci tylko abyś nigdy nie poczuła się opuszczona, bo tęsknić będziesz zawsze i wszędzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście opuszczona nie będę się czuła, bo chyba pojadę za nimi...

      Usuń
    2. Odważna decyzja, ale chyba słuszna kiedy wszyscy bliscy są tam.

      Usuń
    3. Ja zawsze byłam taka a nawet pierwsza ruszałam na nowe trasy :-)))
      Po raz pierwszy syn przeciera szlaki...

      Usuń
  4. Szkoda, że Polacy muszą szukać swego miejsca na obczyźnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety tak mamy nie wiem dlaczego od wieków...
      Chyba to takie położenie geograficzne ...

      Usuń
  5. To przykre. Fajnie jest podróżować ale niekoniecznie za chlebem.Dla młodych rodzin ,zwłaszcza dla dzieciaków to muszą być smutne chwile. Pocieszaj je jakoś. Wiedziałaś Krysiu, że Polonia liczy ponad 20 milionów. To jedyne pocieszenie ,że nie są sami. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutne chwile, bo widzę ,żę wnuczka bardzo tęskni za mamą i tatą...

      Usuń
  6. Masz rację, że to okropne jest. Skończyłam studia 1,5 roku temu. Nie mogłabym się teraz spotkać praktycznie z nikim z kim się uczyłam. Wszyscy w Angli i Irlandii. Jedni wyjechali od razu, inni szukali szczęścia w Polsce, ale w końcu też wyjechali. Mam nadzieję, że my nie będziemy musieli. Zostało nas może z pięć osób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo mówi syn , oni nie mają tutaj prawie znajomych,
      bo powyjeżdżąli...

      Usuń
    2. Moi też!!! I co rusz ktoś wybywa z młodszych... Smutne to i gorzkie. A to nie jest położenie geograficzne winne, tylko bezmózgie rządy.

      Usuń
  7. Nigdy nie opuściłabym Polski to jest mój kraj moje miejsce. Moje córki świetnie sobie radzą i nigdy nie pomyślały o wyjeżdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myśleli , jeszcz 2 lata temu,
      ale teraz okazało się ,że to jedyne wyjście...

      Usuń
  8. Trochę to smutne, że wyjeżdżają. Pocieszające jest to, że teraz można szybko podróżować no i nie ma granic, wiz itp...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt ,że szyblo się podrózuje,
      świat jakby się skurczył...

      Usuń
  9. Na pociechę - a ci z Europy zachodniej szukają szczęścia w Brazylii. Ale nie robią z tego tragedii. Tam nie ma takiego przywiązania do jednego miejsca, jak u nas.Znajdujesz pracę i przeprowadzasz się tam, gdzie ją znalazłaś. Dotychczas moje dziecko mieszkało w Monachium, od maja - w Berlinie. Swoje własne mieszkanie monachijskie komuś wynajęło, w Berlinie za te pieniądze wynajmuje dla siebie. Gdy mieszkało w Monachium przez ostatnie dwa lata jezdziło do Getyngi, bo dostało z Instytutu Maxa Plancka stypendium naukowe i musiało tam bywać co dwa tygodnie. W innych krajach jest całkiem normalne, że się jezdzi "za pracą" nie tylko z jednego końca własnego kraju w drugi ale i zmienia się kraje i na nikim nie robi to już wrażenia. My widzimy tylko to, że to Polacy emigrują, a prawda wygląda tak, że inni też to robią- o ile naprawdę są zainteresowani pracą a nie życiem na socjalu.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak ,wszyscy którzy chcą czegoś więcej stają się obywatelami świata... :-)

      Usuń
  10. Gdybym miała możliwość sama bym wyjechała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukaj takich możliwości....

      Usuń
  11. Wielu jednak z tych wyjeżdżających za granicę za pracą wcale nie myśli wracać do Polski. Chyba jednak im tam dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę, tam jednak są większe możliwości...

      Usuń
  12. Najgorsza jest rozłąka. Rodzina powinna być razem. Ale dobrze że nie rzucili się od razu na głęboką wodę, najpierw trzeba grunt dla dzieci przygotować. Bo na początku jest strasznie ciężko, szczególnie im.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Syn nie lubi rzucać się na głęboką wodę na szczęście...

      Usuń
  13. Przed wyjazdem do Norwegii, zadzwoniłam do polskiego oddziału Eures w swoim mieście po pewną informację. Pani wysłuchawszy wiadomości o powodach i zamiarze wyjazdu odpowiedziała - to świetnie (!)
    Mój syn mieszka w Irlandii w domu, który wynajął od Irlandczyka, który z kolei wyjechał szukać lepszego życia do Australii. Do Polski też przyjeżdżają np. zza wschodniej granicy pracować ludzie, bo u nas jest lepiej. To kwestia naszego nastawienia do takiej zmiany, czy traktujemy to jako zło konieczne czy przygodę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Syn twierdzi ,że świat się zmienił i bardziej robimy się obywatelami świata...

      Usuń
  14. Moje dzieci też o tym myślą. smutne to, że w Polsce brak pracy dla młodych;(

    OdpowiedzUsuń
  15. co zrobić Krysiu... takie czasy... zamiast lepiej jest tylko gorzej

    OdpowiedzUsuń
  16. To już na szczęście nie jest "za oceanem". Są tanie loty i skype ;) Rozłąka nie jest taka dotkliwa.
    Do nas akurat przyleciała najstarsza córka Padre z mężem i wnuczkiem... są w Irlandii od 6-7 lat i świetnie sobie radzą, także młodsza córa, a i moja przecież spędziła tam rok (i spotkała swojego przyszłego męża -Polaka ;-)) Najstarsza z rodziną planuje powrót za rok, ale średniej ani to w głowie... dobrze jej tam ;)
    Wiem, że tęsknisz za synem. Ale świat się skurczył. Najważniejsze, aby ułożyć sobie życie i znaleźć szczęście... gdziekolwiek jest. Byle była rodzina razem i miłość.
    ps
    Koty zabierzesz?? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Przykro czytać taki post Krysiu(-;

    OdpowiedzUsuń
  18. Współczuję tęsknoty za Synem, Krysiu.

    OdpowiedzUsuń
  19. Mogę tylko życzyć powodzenia i 3mać kciuki żeby wszystko się Wam udało. Pozdrawiam Cię mocno Krysiu.

    OdpowiedzUsuń
  20. Mam nadzieję, że nas nie zostawisz Krysiu:)))

    OdpowiedzUsuń
  21. Witaj w klubie, Krysiu. Nie martw się, w dzisiejszych czasach, to rzeczywiście nie jest daleko.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...